wtorek, 30 kwietnia 2013

Prolog...

Siedziała na parapecie, wpatrując się w zachodzące słońce.Muzyka lekko wypływała z słuchawek,wprost do serca dziewczyny.
Myślami fruwała po niebie, lecz jej dusza nie była spokojna. Po jej twarzy wolno leciały łzy, ale ona nawet tego nie zauważała. Jej zranione serce cicho kołatało pod ciepłą skórą.
Cisza panująca dookoła sprawiała, że dziewczynie nie chciało się ruszać.
Była zupełnie sama. Miała kochającą ją rodzinę, jednak czuła się samotna.
Po tym jak on doszczętnie rozłupał jej serce na milion kawałków, nic nie wydawało jej się już takie piękne. Motyl był ćmą, a kwiat chwastem.To co przedtem dawało jej tyle szczęścia odeszło, a z nim wszystkie nadzieje i marzenia.
Wspomnienia boleśnie kuły, raniły każdy jej nerw. To, jak wypowiadał jej imię:
-Melania...-szeptał jej wprost do ucha.
Teraz wszystko się zmieniło i to nie jej szepcze do ucha, tylko Danieli.
Minuta, po minucie mijała, a ona wciąż wpatrując się w przestworza rozmyślała.Chciała o nim zapomnieć, lecz wszystko jej o nim przypominało.Zastanawiała się też czy kiedykolwiek o nim zapomni? Czy znajdzie ukojenie? Czy jej serce w końcu zagoi się?A jeśli nawet, to kiedy się to stanie???