Wiatr smagał ją niewinnie po twarzy, gdy ta naburmuszona nie odzywała się do dwóch otaczających ją z lewej i prawej strony przyjaciółek, które roześmiane szturchały ją i pokazywały co ciekawsze scenerie ukazujące się, za oknem samochodu.
-No rozchmurz się wreszcie.-powiedział kierujący autem brat Melanii,Paweł.
-Nie wierzę, że to mówię, ale on ma rację!-krzyknęła Cysia, a Paweł wywrócił oczami.
-Długo jeszcze do tej twojej ciotki?-spytała Mel, podnosząc brew.
-No! To ja rozumiem! Pierwszy raz się odezwałaś. Nie, już niedaleko, skręć tu ośle!-walnęła Pawła, który obruszony krzyknął:
-Jeszcze jedno takie coś i stąd wylecisz.
-Dobra, dobra ja swoje wiem.-burknęła Cysia szczerząc zęby do Melanii, która niechętnie wymusiła uśmiech.
-Czy to tam?-spytała się Julia, poszturchując Cysię i pokazując palcem dom w oddali.
-Ehem.-westchnęła uradowana Cyśka, podskakując na swoim miejscu.
***
Niewielki domek otoczony był niedużym laskiem. Za tym lasem kryło się średniej wielkości przejrzyste i zadbane dość jezioro, które o dziwo nie było nigdy za bardzo zaludnione.
Domek cioci, sam w sobie może nie był willą, ale kryło się w nim coś uroczego.Cały drewniany, pamiętał czasy wojny, teraz był za to spokojny i cichy, a w letnie, takie jak ten dni, chronił cieniem i majestatycznie zasłonięty był przez dwa ogromne dęby stojące po jego obu bokach. Za domem, stała altanka, zarośnięta krzakami dzikiej róży. Tu i ówdzie kwitły kwiaty, a ich zapach niósł się w stronę lasu.
Melania patrzyła na to wszystko niepewnymi oczami, opuchniętymi jeszcze od lekkiego płaczu. Cesia radośnie witała się z ciocią. Była to niesamowita, szczupła i drobna kobieta o jasnych, złocistych włosach i promiennym uśmiechu. Zawsze umiała się dostosować do sytuacji, mogła być pocieszycielką lub najlepszą przyjaciółką. I widząc Melanię, w swoim sercu już wiedziała, że trzeba będzie pomóc tej dziewczynie i zająć czymś jej młode, sponiewierane serce.
-Ty na pewno jesteś Melania.- ciotka podeszła do dziewczyny i uścisnęła ją lekko.- Ja jestem Lilianna, ale możesz mówić mi Lilia lub Lila.- uśmiechnęła się przy tym tak, że nawet zobojętniała dotąd Melania, uśmiechnęła się, bladym, ale jednak uśmiechem.
-Dzień Dobry.- powiedziała cicho.
Dziewczyny pożegnały się z bratem Melanii, który obiecał wpaść kiedyś na zimną lemoniadę, a Cysia złapała przyjaciółki za rękę i szybko wbiegła z nimi do domu.
-Ciociu! Pokażę dziewczynom poddasze!- krzyknęła, śmiejąc się radośnie, biegnąc po schodach. Julia przewróciła oczami i pociągnęła stojącą niedaleko Melanię. Maślak, który jeszcze nie poznał terenu pobiegł ochoczo za trzema przyjaciółkami.
***
Poddasze było cichym, obszernym miejscem zajmowanym w wakacje przez Cysię. Może dlatego wszędzie walały się stosy, stosiki i stooooosy. A to gdzieś zawieruszyła się jej jedyna,ulubiona płyta, a to skarpetki, które niestety nie chciała nosić, albo książka do połowy przeczytana, na którą nie starczyło czasu. Ale ten bałagan, tylko dodawał temu miejscu uroku. Drewniany dach, drewniane meble....cóż, właściwie wszystko drewniane. Melania wdychała niesamowity zapach, jaki unosił się w tym dziwnym, magicznym pokoju.
-I jak wam się podoba??-Cysia padła na łóżko, a zaraz za nią wskoczył na nie Maślak.-Ciocia specjalnie dołożyła dwa łóżka, żebyśmy mogły spać w jednym pokoju.- śmiała się, czochrając psa za ucho.
-Jest genialnie!-cieszyła się Julka, przeglądając półkę z książkami.
-Tak, jest super.- powiedziała Melania, z trochę większym entuzjazmem niż jeszcze przed chwilą. Obydwie spojrzały na nią i uśmiechnęły się przekornie.
-Dobra, dobra. Jest fajnie, ale błagam nie mówcie a nie mówiłam.-Melania przysiadła na łóżku obok Cysi.-Mam nadzieję, że uda mi się wymazać wspomnienia i dobrze się bawić. Po prostu.- powiedziała, uśmiechając się lekko.Było to tak niespodziewane w tej sytuacji, że dziewczyny radośnie parsknęły śmiechem.
-No!- Cysia wykrzyknęła.- I to są nareszcie jakieś pozytywne i normalne słowa z ust tej dziewczyny!-parsknęła śmiechem, śmiały się, aż Cysia nagle spoważniała. -Chyba za dużo czasu spędzam z tobą.- wskazała na Julkę.- Zaczynam mówić poetycko!-wykrzyknęła z przestrachem, po czym wszystkie trzy wybuchnęły niepohamowanym śmiechem.
***
Wieczorem, wszystkie trzy udały się nad jezioro. Szły razem, przytulone, a szczęśliwy Maślak biegł u ich boku to płosząc jakąś biedną, dziką zwierzynę, to przynosząc patyk. Mel nie była jeszcze stuprocentowo uleczona po zerwaniu z Markiem, ale już radziła sobie o wiele lepiej niż w ponurym mieście, które na każdym kroku przypominało jej jego. Magia miejsca sprawiła, że powoli zapominała.
-A więc. Jesteśmy oto nad najcudowniejszym jeziorem, pod słońcem! Panie i panowie........Ta dam!-Cysia stanęła na pomoście, i wskazała za siebie, po czym obróciła się do jeziora i usiadła na deskach pomostu.-Budzą się wspomnienia, tutaj zawsze spędzałam wakacje.
-Spędzałaś, spędzasz i będziesz spędzać.- poprawił ją jakiś ciepły głos, a z prawej strony od strony ścieżki, wyszedł chłopak.
Miał brązowe, lekko kręcone włosy, był silnej postury i wysoki. W niebieskich oczach świeciły się złośliwe chochliki, a uśmiech lekko zadziorny ukazywał jego śnieżnobiałe zęby.
-Proszę kogo my tu mamy.-Cysia uniosła brew, krzywiąc się nieznacznie.- Zawsze złośliwy, miłośnik robali i wszystkiego co mokre, Damian.-spojrzała na niego i wybuchnęła przyjaznym śmiechem, rzucając mu się w objęcia.
Mel i Julia spojrzały na siebie ze zdziwieniem i odczekały chwilę, aż ta dwójka przestanie wspominać dawne dzieje.
-Damian, to są moje przyjaciółki, Julka i Melania.- Cysia wskazała na dziewczyny.
-Niezwykłe piękności z nich.-Damian powitał się z każdą.
-Bo będę zazdrosna!-krzyknęła urażona Cysia, szturchając go i śmiejąc się.
niedziela, 19 maja 2013
środa, 1 maja 2013
Rozdział 1
Słońce niewinnie wysyłało swoje promienie w stronę okna jednego z wielu domów w tym rejonie. W tym pokoju, wśród rajskiej czerwieni, w puchowej kołdrze zanurzona była, śpiąca jeszcze Melania.
Spała, nie śniąc o niczym, wolna od porażek i przykrości związanych ze stratą bliskiej osoby. Nie czuła bólu.
Nagle jednak, za oknem zaćwierkał ptak, a do pokoju jak burza wpadł pies. Był to ogromny, żółty dog niemiecki, znaleziony na ulicy o wdzięcznym imieniu Maślak. Mimo swojej ogromnej postury, był to wierny psiak, oddany dziewczynie
Maślak wbiegł do pokoju i nie ostrzegając nikogo, wskoczył na łóżko, budząc swoją panią.
-Cześć Maślak.- dziewczyna przeciągnęła się.Spojrzała na psa smutnymi, zmęczonymi od płaczu oczami i uśmiechnęła się z trudem. Pies zaszczekał i zbliżył swój łeb do twarzy Melanii, tak że dziewczyna chcąc czy nie chcąc, musiała go po nim pogłaskać.
***
Melania, miała 15 lat i jak na swój wiek była bardzo inteligentną i umiejącą postawić na swoim osobą.Kasztanowe włosy, okalały jej delikatną, rumianą twarz o pięknych dołkach w policzkach. Piwne oczy, zasłaniały z grubsza długie, czarne rzęsy, podkręcone przy końcach.
Dziewczyna, była osobą żywiołową i zwariowaną. Często wybuchała śmiechem, goniła za marzeniami i dbała o swoje. Lecz przy tym, była osobą miłą, miała wiele koleżanek i dwie oddane przyjaciółki.
Było tak do czasu, aż spotkała jego. Marek, lat tyle samo, geniusz we wszystkich możliwych dziedzinach,myśliciel z bardzo zamożnej rodziny.Przystojny, o kręconych, blond włosach anioła i dziecięcej twarzy z błękitnymi jak zimne oceany oczach.
Na początku wszystkim zdawało się, że to nie może się udać. Ona zawsze była dobra w sporcie, a on zawsze wywijał się od ćwiczeń fizycznych. Ona, zabawna, miła i koleżeńska, a on chciwy, małostkowy i do szpiku kości zauroczony we własnym odbiciu. A więc, dlaczego właściwie byli ze sobą? Marek, założył się z kolegami i cóż, wypadło na nią. Miał złamać jej serce, a kto inny mógłby to zrobić jak nie on?
Tak właśnie, z szalonej, kochającej dobrą zabawę i muzykę nastolatki zamieniła się w smętną, szarą myszkę.
Ale na szczęście miała jeszcze dwie najlepsze przyjaciółki.
Cysia była szaloną fanką dobrej zabawy i tańca. Dzika, zawsze wesoła, nigdy nie umiała usiedzieć cicho. Może dlatego zawsze wpadała w kłopoty u nauczycieli i nigdy,naprawdę nigdy nie dawała spokoju rodzicom. Falowane, brązowe włosy spadały chmarą, na ramiona, a twarz zawsze rozjaśniał uśmiech. Ciemnobrązowe oczy błyszczały dobrocią i radością każdego dnia.
Za to Julka, pełna spokoju, lubiła czytać i miała same dobre oceny. Mimo tego szalała wraz z nimi, umiała się zabawić i czasem musiała ratować z opresji Melanię i Cyśkę. Miała jasne, blond włosy, które lekko kręciły się w zadziorne kędziorki, niebieskie, przejrzyste oczy i przemiły uśmiech.
***
-Koniec tego moja panno.- do nasłonecznionego pokoju wpadła głośno jak torpeda Cysia, a za nią cicho jak myszka weszła Julia. - Nie będziesz tu siedzieć i użalać się nad sobą!-krzyknęła radośnie, targając za ucho śpiącego u stóp Melanii, Maślaka. Dziewczyna spojrzała na nią, wzrokiem roztargnionym i uniosła brew.
-A co mam robić?- powiedziała cicho, a z jej oczu znów popłynęła przezroczysta łza. Julia usiadła obok niej i nie odzywając się, objęła przyjaciółkę. Ta, obróciła się do niej i pochyliła głowę, tak, że widać jej było tylko włosy.
-Przejść się, popływać, zabawić!- Cysia nadal nie dawała jej spokoju i wdzięcznie usiadła na parapecie, wpatrując się przenikliwym wzrokiem w schowaną, za Julką, Melanię.
-Jak mam to zrobić tutaj? Tak blisko jest przecież....
-Nie kończ nawet!-wykrzyknęła Cysia.- Nie chcę słyszeć imienia tego podłego zdrajcy. Mel, tyle cudnych chłopaków jest na świecie! Po co ci jakiś cham z prowincji?!-roześmiała się dziewczyna, schodząc z parapetu.
-A tak w ogóle...-odezwała się po raz pierwszy Julia, wpatrując się w Melanię z błyskiem w oku.- Jadłaś coś dzisiaj?
Melania sztywno pokręciła głową, na co obie przyjaciółki syknęły gniewnie i pociągnęły dziewczynę do kuchni, a za nimi jak zwykle podążał Maślak. Przyszykowały dziewczynie śniadanie i nie zważając na protesty dziewczyny wmusiły w nią jajecznicę i herbatę z cytryną.
-A więc, mam propozycję nie do odrzucenia!-wykrzyknęła chytrze Cysia, ukazując śnieżnobiałe proste zęby.
Mel spojrzała na nią i pytającym wzrokiem, czekała aż dziewczyna w końcu wyjaśni.
-Co wy na to, żeby pojechać do mojej cioci na wieś? W końcu są wakacje, nie będziemy siedzieć tutaj prawda?
-A gdzie konkretnie?-spytała nieprzekonana Melania, siedząc z lekko zwieszoną głową.
-Do Białej.-powiedziała Cysia.- To świetne miejsce! Moja ciocia da nam żyć i nie będzie zrzędzić jak rodzice, poza tym tam nie ma...
Julia kopnęła Cysię w piszczel, na co ta syknęła i spojrzała na nią gniewnym wzrokiem.
-To doskonały pomysł!-powiedziała Julia, wstając z miejsca.
-A ja?-spytała Mel.-Czy ja nie mogę nic tutaj powiedzieć?
-Nie!-powiedziały zgodnie Cysia z Julią, śmiejąc się ukradkiem.
Spała, nie śniąc o niczym, wolna od porażek i przykrości związanych ze stratą bliskiej osoby. Nie czuła bólu.
Nagle jednak, za oknem zaćwierkał ptak, a do pokoju jak burza wpadł pies. Był to ogromny, żółty dog niemiecki, znaleziony na ulicy o wdzięcznym imieniu Maślak. Mimo swojej ogromnej postury, był to wierny psiak, oddany dziewczynie
Maślak wbiegł do pokoju i nie ostrzegając nikogo, wskoczył na łóżko, budząc swoją panią.
-Cześć Maślak.- dziewczyna przeciągnęła się.Spojrzała na psa smutnymi, zmęczonymi od płaczu oczami i uśmiechnęła się z trudem. Pies zaszczekał i zbliżył swój łeb do twarzy Melanii, tak że dziewczyna chcąc czy nie chcąc, musiała go po nim pogłaskać.
***
Melania, miała 15 lat i jak na swój wiek była bardzo inteligentną i umiejącą postawić na swoim osobą.Kasztanowe włosy, okalały jej delikatną, rumianą twarz o pięknych dołkach w policzkach. Piwne oczy, zasłaniały z grubsza długie, czarne rzęsy, podkręcone przy końcach.
Dziewczyna, była osobą żywiołową i zwariowaną. Często wybuchała śmiechem, goniła za marzeniami i dbała o swoje. Lecz przy tym, była osobą miłą, miała wiele koleżanek i dwie oddane przyjaciółki.
Było tak do czasu, aż spotkała jego. Marek, lat tyle samo, geniusz we wszystkich możliwych dziedzinach,myśliciel z bardzo zamożnej rodziny.Przystojny, o kręconych, blond włosach anioła i dziecięcej twarzy z błękitnymi jak zimne oceany oczach.
Na początku wszystkim zdawało się, że to nie może się udać. Ona zawsze była dobra w sporcie, a on zawsze wywijał się od ćwiczeń fizycznych. Ona, zabawna, miła i koleżeńska, a on chciwy, małostkowy i do szpiku kości zauroczony we własnym odbiciu. A więc, dlaczego właściwie byli ze sobą? Marek, założył się z kolegami i cóż, wypadło na nią. Miał złamać jej serce, a kto inny mógłby to zrobić jak nie on?
Tak właśnie, z szalonej, kochającej dobrą zabawę i muzykę nastolatki zamieniła się w smętną, szarą myszkę.
Ale na szczęście miała jeszcze dwie najlepsze przyjaciółki.
Cysia była szaloną fanką dobrej zabawy i tańca. Dzika, zawsze wesoła, nigdy nie umiała usiedzieć cicho. Może dlatego zawsze wpadała w kłopoty u nauczycieli i nigdy,naprawdę nigdy nie dawała spokoju rodzicom. Falowane, brązowe włosy spadały chmarą, na ramiona, a twarz zawsze rozjaśniał uśmiech. Ciemnobrązowe oczy błyszczały dobrocią i radością każdego dnia.
Za to Julka, pełna spokoju, lubiła czytać i miała same dobre oceny. Mimo tego szalała wraz z nimi, umiała się zabawić i czasem musiała ratować z opresji Melanię i Cyśkę. Miała jasne, blond włosy, które lekko kręciły się w zadziorne kędziorki, niebieskie, przejrzyste oczy i przemiły uśmiech.
***
-Koniec tego moja panno.- do nasłonecznionego pokoju wpadła głośno jak torpeda Cysia, a za nią cicho jak myszka weszła Julia. - Nie będziesz tu siedzieć i użalać się nad sobą!-krzyknęła radośnie, targając za ucho śpiącego u stóp Melanii, Maślaka. Dziewczyna spojrzała na nią, wzrokiem roztargnionym i uniosła brew.
-A co mam robić?- powiedziała cicho, a z jej oczu znów popłynęła przezroczysta łza. Julia usiadła obok niej i nie odzywając się, objęła przyjaciółkę. Ta, obróciła się do niej i pochyliła głowę, tak, że widać jej było tylko włosy.
-Przejść się, popływać, zabawić!- Cysia nadal nie dawała jej spokoju i wdzięcznie usiadła na parapecie, wpatrując się przenikliwym wzrokiem w schowaną, za Julką, Melanię.
-Jak mam to zrobić tutaj? Tak blisko jest przecież....
-Nie kończ nawet!-wykrzyknęła Cysia.- Nie chcę słyszeć imienia tego podłego zdrajcy. Mel, tyle cudnych chłopaków jest na świecie! Po co ci jakiś cham z prowincji?!-roześmiała się dziewczyna, schodząc z parapetu.
-A tak w ogóle...-odezwała się po raz pierwszy Julia, wpatrując się w Melanię z błyskiem w oku.- Jadłaś coś dzisiaj?
Melania sztywno pokręciła głową, na co obie przyjaciółki syknęły gniewnie i pociągnęły dziewczynę do kuchni, a za nimi jak zwykle podążał Maślak. Przyszykowały dziewczynie śniadanie i nie zważając na protesty dziewczyny wmusiły w nią jajecznicę i herbatę z cytryną.
-A więc, mam propozycję nie do odrzucenia!-wykrzyknęła chytrze Cysia, ukazując śnieżnobiałe proste zęby.
Mel spojrzała na nią i pytającym wzrokiem, czekała aż dziewczyna w końcu wyjaśni.
-Co wy na to, żeby pojechać do mojej cioci na wieś? W końcu są wakacje, nie będziemy siedzieć tutaj prawda?
-A gdzie konkretnie?-spytała nieprzekonana Melania, siedząc z lekko zwieszoną głową.
-Do Białej.-powiedziała Cysia.- To świetne miejsce! Moja ciocia da nam żyć i nie będzie zrzędzić jak rodzice, poza tym tam nie ma...
Julia kopnęła Cysię w piszczel, na co ta syknęła i spojrzała na nią gniewnym wzrokiem.
-To doskonały pomysł!-powiedziała Julia, wstając z miejsca.
-A ja?-spytała Mel.-Czy ja nie mogę nic tutaj powiedzieć?
-Nie!-powiedziały zgodnie Cysia z Julią, śmiejąc się ukradkiem.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)