Słońce niewinnie wysyłało swoje promienie w stronę okna jednego z wielu domów w tym rejonie. W tym pokoju, wśród rajskiej czerwieni, w puchowej kołdrze zanurzona była, śpiąca jeszcze Melania.
Spała, nie śniąc o niczym, wolna od porażek i przykrości związanych ze stratą bliskiej osoby. Nie czuła bólu.
Nagle jednak, za oknem zaćwierkał ptak, a do pokoju jak burza wpadł pies. Był to ogromny, żółty dog niemiecki, znaleziony na ulicy o wdzięcznym imieniu Maślak. Mimo swojej ogromnej postury, był to wierny psiak, oddany dziewczynie
Maślak wbiegł do pokoju i nie ostrzegając nikogo, wskoczył na łóżko, budząc swoją panią.
-Cześć Maślak.- dziewczyna przeciągnęła się.Spojrzała na psa smutnymi, zmęczonymi od płaczu oczami i uśmiechnęła się z trudem. Pies zaszczekał i zbliżył swój łeb do twarzy Melanii, tak że dziewczyna chcąc czy nie chcąc, musiała go po nim pogłaskać.
***
Melania, miała 15 lat i jak na swój wiek była bardzo inteligentną i umiejącą postawić na swoim osobą.Kasztanowe włosy, okalały jej delikatną, rumianą twarz o pięknych dołkach w policzkach. Piwne oczy, zasłaniały z grubsza długie, czarne rzęsy, podkręcone przy końcach.
Dziewczyna, była osobą żywiołową i zwariowaną. Często wybuchała śmiechem, goniła za marzeniami i dbała o swoje. Lecz przy tym, była osobą miłą, miała wiele koleżanek i dwie oddane przyjaciółki.
Było tak do czasu, aż spotkała jego. Marek, lat tyle samo, geniusz we wszystkich możliwych dziedzinach,myśliciel z bardzo zamożnej rodziny.Przystojny, o kręconych, blond włosach anioła i dziecięcej twarzy z błękitnymi jak zimne oceany oczach.
Na początku wszystkim zdawało się, że to nie może się udać. Ona zawsze była dobra w sporcie, a on zawsze wywijał się od ćwiczeń fizycznych. Ona, zabawna, miła i koleżeńska, a on chciwy, małostkowy i do szpiku kości zauroczony we własnym odbiciu. A więc, dlaczego właściwie byli ze sobą? Marek, założył się z kolegami i cóż, wypadło na nią. Miał złamać jej serce, a kto inny mógłby to zrobić jak nie on?
Tak właśnie, z szalonej, kochającej dobrą zabawę i muzykę nastolatki zamieniła się w smętną, szarą myszkę.
Ale na szczęście miała jeszcze dwie najlepsze przyjaciółki.
Cysia była szaloną fanką dobrej zabawy i tańca. Dzika, zawsze wesoła, nigdy nie umiała usiedzieć cicho. Może dlatego zawsze wpadała w kłopoty u nauczycieli i nigdy,naprawdę nigdy nie dawała spokoju rodzicom. Falowane, brązowe włosy spadały chmarą, na ramiona, a twarz zawsze rozjaśniał uśmiech. Ciemnobrązowe oczy błyszczały dobrocią i radością każdego dnia.
Za to Julka, pełna spokoju, lubiła czytać i miała same dobre oceny. Mimo tego szalała wraz z nimi, umiała się zabawić i czasem musiała ratować z opresji Melanię i Cyśkę. Miała jasne, blond włosy, które lekko kręciły się w zadziorne kędziorki, niebieskie, przejrzyste oczy i przemiły uśmiech.
***
-Koniec tego moja panno.- do nasłonecznionego pokoju wpadła głośno jak torpeda Cysia, a za nią cicho jak myszka weszła Julia. - Nie będziesz tu siedzieć i użalać się nad sobą!-krzyknęła radośnie, targając za ucho śpiącego u stóp Melanii, Maślaka. Dziewczyna spojrzała na nią, wzrokiem roztargnionym i uniosła brew.
-A co mam robić?- powiedziała cicho, a z jej oczu znów popłynęła przezroczysta łza. Julia usiadła obok niej i nie odzywając się, objęła przyjaciółkę. Ta, obróciła się do niej i pochyliła głowę, tak, że widać jej było tylko włosy.
-Przejść się, popływać, zabawić!- Cysia nadal nie dawała jej spokoju i wdzięcznie usiadła na parapecie, wpatrując się przenikliwym wzrokiem w schowaną, za Julką, Melanię.
-Jak mam to zrobić tutaj? Tak blisko jest przecież....
-Nie kończ nawet!-wykrzyknęła Cysia.- Nie chcę słyszeć imienia tego podłego zdrajcy. Mel, tyle cudnych chłopaków jest na świecie! Po co ci jakiś cham z prowincji?!-roześmiała się dziewczyna, schodząc z parapetu.
-A tak w ogóle...-odezwała się po raz pierwszy Julia, wpatrując się w Melanię z błyskiem w oku.- Jadłaś coś dzisiaj?
Melania sztywno pokręciła głową, na co obie przyjaciółki syknęły gniewnie i pociągnęły dziewczynę do kuchni, a za nimi jak zwykle podążał Maślak. Przyszykowały dziewczynie śniadanie i nie zważając na protesty dziewczyny wmusiły w nią jajecznicę i herbatę z cytryną.
-A więc, mam propozycję nie do odrzucenia!-wykrzyknęła chytrze Cysia, ukazując śnieżnobiałe proste zęby.
Mel spojrzała na nią i pytającym wzrokiem, czekała aż dziewczyna w końcu wyjaśni.
-Co wy na to, żeby pojechać do mojej cioci na wieś? W końcu są wakacje, nie będziemy siedzieć tutaj prawda?
-A gdzie konkretnie?-spytała nieprzekonana Melania, siedząc z lekko zwieszoną głową.
-Do Białej.-powiedziała Cysia.- To świetne miejsce! Moja ciocia da nam żyć i nie będzie zrzędzić jak rodzice, poza tym tam nie ma...
Julia kopnęła Cysię w piszczel, na co ta syknęła i spojrzała na nią gniewnym wzrokiem.
-To doskonały pomysł!-powiedziała Julia, wstając z miejsca.
-A ja?-spytała Mel.-Czy ja nie mogę nic tutaj powiedzieć?
-Nie!-powiedziały zgodnie Cysia z Julią, śmiejąc się ukradkiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz